sobota, 1 grudnia 2012

1. Holiday


Nie umiem zaczynać opowiadań, bo zawsze wychodzi nudno i nigdy tak, jak to planuję, a zwłaszcza, kiedy mam już tyle pomysłów na późniejsze rozdziały i chciałabym do nich jak najszybciej dotrzeć... Ale mam nadzieję, że może być i że znajdzie się ktoś, kto będzie to czytał :3 nie, żebym do czegoś zmuszała czy coś... ^^" W każdym razie postaram się w miarę szybko rozkręcić akcję, żeby nie było nudno. No i ten... to chyba tyle ode mnie xd Miłego czytania :)

*     *     *

   Kolejny rok szkolny dobiegł końca. Minął w mgnieniu oka - Anneliese i Madeleine miały wrażenie, jakby ich pierwszy dzień w nowej szkole był wczoraj, a tutaj już kończyły pierwszą klasę jednego z publicznych liceów w Huntington Beach. O tegorocznych wakacjach dyskutowały już od pierwszego dnia w tej szkole, a więc miały dużo planów i zamierzały wszystkie z nich zrealizować - czyli przede wszystkim dużo odpoczywać, spać no i jeść, oczywiście.
   - Maddie! Maddie! Maaaad, zaczekaj, grubasie!
   Słysząc znajomy głos wykrzykujący jej imię, zatrzymała się i odwróciła. Z drugiego końca korytarza biegła niska, czerwonowłosa dziewczyna, co chwilę poprawiając spadającą z jej ramienia torbę. Madeleine zaśmiała się pod nosem, widząc, jak jej przyjaciółka z trudem przepycha się przez tłum rozentuzjazmowanych uczniów, w większości dużo wyższych od niej, i mierzy każdego, kto tylko stanie jej na drodze, złowrogim spojrzeniem, które jednak w jej wykonaniu nie było ani trochę groźne.
   - Jak na taką tłustą dupę to strasznie szybko chodzisz - sapnęła Anne, zatrzymując się obok niej.
   - Ja? Ja chodzę normalnie, to ty przez ten swój tłuszcz jesteś strasznie wolna - parsknęła śmiechem. Anneliese prychnęła, ale po chwili zaczęła się śmiać razem z nią.
   - No to jak? - wyszczerzyła się. - Gdzie idziemy się nawpierdalać? Do kawiarni na lody czy może jakieś fast-foody?
   - Na piwo chodźmy.
   - Dobra, ale ty stawiasz.
   - Jaasne - odparła ze śmiechem Madeleine. - Mój brat chyba robi jakiś melanż na rozpoczęcie wakacji tak w ogóle - dodała, patrząc znacząco na przyjaciółkę.
   - O, serio? - zainteresowała się Anne. Wyszły z zatłoczonej szkoły i skierowały się w stronę miasta. - A jesteśmy zaproszone?
   - Pewnie nie. Wiesz, jesteśmy za młode na takie rzeczy i te sprawy... Ale co to za problem dla nas? Wbijemy się tam bez problemu - wyszczerzyła się.
   - No i super, to początek wakacji mamy już zaplanowany. A teraz chodźmy na lody.

   Całe przedpołudnie spędziły na bezcelowym łażeniu po mieście. Jako cel obrały ich ulubioną kawiarnię, do której teoretycznie rzecz biorąc było blisko ze szkoły, ale poszły okrężną drogą. Co jakiś czas spotykały znajomych, którzy również wracali z zakończenia roku i tak jakoś wyszło, że do kawiarni doszły dopiero półtorej godziny później. Zajęły swój ulubiony stolik w samym kącie, skąd miały idealny widok na wszystko, co się działo dookoła, i zamówiły ogromne desery lodowe – czyli ich wakacyjna tradycja.
   Anne aż się zaświeciły oczy na widok całego pucharka lodów z owocami, bitą śmietaną i wafelkiem.
   - Omnomnom. – Maddie chwyciła plastikową łyżeczkę i zaczęła wręcz pochłaniać swój deser; Anneliese zrobiła to samo. To był zdecydowanie najlepszy sposób na uczczenie zakończenia roku szkolnego.
   - Jakie mamy plany na jutro? – zapytała w pewnym momencie Anne. Madeleine wzruszyła ramionami.
   - Nie mamy planów. Nigdy ich nie mamy.
   - To teraz miejmy.
   - No to możemy spać. Cały dzień.
   - A jedzenie? – zmarszczyła czoło.
   - To też.
   - A no to spoko – wyszczerzyła się. – Ejej, Maaad?
   - Taak? – spojrzała na nią.
   - Zróbmy coś szalonego – podsunęła, uśmiechając się znacząco. Madeleine przez chwilę milczała, a za chwilę jej usta wygięły się w szerokim uśmiechu. Podejrzanym uśmiechu, po którym Anne zawsze wiedziała, że planuje coś złego albo głupiego. Uniosła w górę brwi, domagając się wyjaśnień. Maddie zaśmiała się krótko, nabrała lodów na łyżeczkę, wygięła ją i wycelowała w przyjaciółkę. Zrobiła to tak szybko, że Anne nie zdążyła nawet zareagować.
   - Mad, idiotko! – pisnęła. – Trafiłaś mi w oko!
   Madeleine zaczęła się panicznie śmiać, widząc spływające po twarzy Anneliese lody, wraz z jej tuszem do rzęs. Czerwonowłosa wytarła szybko twarz serwetką i widząc zginającą się w pół ze śmiechu przyjaciółkę, zaczęła się także głośno śmiać. Jednak kiedy tylko w miarę się uspokoiły, pacnęła ją mocno w ramię.
   - Boże, ale ty jesteś głupia… - zaśmiała się Anne, kręcąc głową.
   - Ty też – wytknęła język.
   - Wiem.
   - To dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę.
   - No, też mnie to cieszy.
   - No widzisz.
   - No widzę. Ej! – wykrzyknęła nagle. – Przecież musimy dzisiaj z twoim bratem pogadać!
   - No wiem, spokojnie, on przecież nigdzie nie ucieknie. Idziemy już? – spytała.
   - Możemy. Gdzie teraz?
   Madeleine wzruszyła ramionami.
   - Masz jedzenie w domu? – zapytała Anne. Maddie kiwnęła twierdząco głową. – No to do ciebie – wyszczerzyła się.

   Przesiedziały u Madeleine całe popołudnie, czekając aż Lucas, jej starszy brat, wróci do domu. Kiedy tylko usłyszały odgłos silnika, zerwały się z kanapy w salonie i podbiegły do okna wychodzącego na podjazd, na którym zatrzymał się właśnie czarny mercedes. Widząc to, uśmiechnęły się do siebie i wróciły do salonu, rozsiadając się wygodnie na kanapie i przysłuchując się odgłosom kroków.
   - Cześć, dziewczyny – odparł Luke z uśmiechem, wchodząc do salonu. Rzucił kurtkę na oparcie fotela, po czym na nim usiadł. Dziewczyny nie spuszczały z niego wzroku. – Coś się stało? – spytał, marszcząc brwi. Madeleine uśmiechnęła się szeroko.
   - No bo wiesz… - zaczęła. Brat, tak samo jak Anneliese, doskonale znał ten wzrok. Wiedział już, że jego siostra ma do niego jakiś interes. Usiadł więc wygodniej i czekał, aż kontynuuje. Ta jednak milczała, uśmiechając się tylko. W końcu Anne trąciła ją ramieniem, patrząc na nią wyczekująco. – Słyszałyśmy, że robisz jakąś imprezę na rozpoczęcie wakacji…
   - Jakąś? – prychnął z oburzeniem. – To ma być największa i najlepsza impreza ze wszystkich, które do tej pory zorganizowałem!
   - No to właśnie – wyszczerzyła się. Lucas w jednej chwili wszystko zrozumiał. Zaśmiał się.
   - Chcecie, żebym was tam wkręcił?
   Oby dwie uśmiechnęły się szatańsko i pokiwały energicznie głowami.
   - O niee – pokręcił przecząco głową. – Nie ma mowy.
   Cały entuzjazm dziewczyn nagle zgasł. Popatrzyły po sobie ze smutkiem, mimo że spodziewały się czegoś takiego, a później przeniosły wzrok na Lucasa.
   - Ale dlaczego? – burknęła Maddie. – I dlaczego tak się cieszysz?
   Lucas uśmiechnął się jeszcze szerzej.
   - Bo bawi mnie to, że w tym wieku już tak was ciągle do imprez i alkoholu.
   - Mamy już siedemnaście lat… - jęknęła Anne.
   - Szesnaście. Rocznikowo się nie liczy. Nie jesteście jeszcze pełnoletnie, a więc musiałbym za was tam odpowiadać. A mi nie uśmiecha się łażenie krok w krok za wami, sorry.
   - No bez przesady, mówisz tak, jakbyśmy my były w ogólnie nieodpowiedzialne i miały jakoś strasznie upić…
   - A nie zamierzacie? – uniósł jedną brew w górę. – Siostra, znam was i wasze akcje też, zwłaszcza po alkoholu i to małej ilości, a co dopiero na takiej imprezie, gdzie alkohol będzie się przelewał litrami – zaśmiał się. – Więc na pewno zrobicie coś głupiego i będzie wszystko na mnie, bo ja właśnie muszę dopilnować, żeby was tam nie było. Nawet nie próbujcie mnie przekonać, bo od razu uprzedzam, że to nic nie da – wzruszył ramionami.
   - Nie to nie, spędzimy ten czas lepiej niż na jakiejś twojej głupiej imprezie – prychnęła i spojrzała znacząco na Anne, mrugając do niej. – A tak poza tym to ty w moim wieku robiłeś o wiele gorsze rzeczy, więc wiesz…
   - Ale ja to…
   - Co innego? Bo jesteś chłopakiem? – prychnęła Madeleine. – No dobra, już nieważne. Nie to nie – skrzywiła się, wytykając język. Razem z Anneliese wiedziały, że i tak się tam dostaną. Z pomocą brata byłoby łatwiej, ale bez niego nie jest to niemożliwe. Jedynie nie mogły dopuścić do tego, żeby Luke się skapnął, co planują – reszta nie będzie żadnym problemem. W końcu były wakacje, trzeba było je jak najlepiej rozpocząć.



1 komentarz:

  1. Mój dłuuugi komentarz się nie dodał :c
    A ja się tak z nim męczyłam, biedna jestem ;<
    Ty już wiesz co ja sądzę o tym opowiadaniu hyhy.
    I SIĘ SPRĘŻAJ Z NASTĘPNYMI ODCINKAMI NOO!
    Bo jak nie to wpier*ol! Bardzobardzobardzo cię uwielbiam za to :3 I pisz dalej i dodawaj, bo jestem mega ciekawa, a swoich fanów zawieść nie możesz ;p Tak więc STRASZNIE MI SIĘ TO PODOBA I JESTEM Z CIEBIE DUMNA BARDZO :*



    Cudowne i w ogóle



    Zajebiste.



    takie jak ja <3

    OdpowiedzUsuń