niedziela, 20 stycznia 2013

3. Hey ho, let's go!

No to tak... Przede wszystkim dziękuję za komentarze, bardzo miło mi się zrobiło i cieszę się, że podobają się wam moje wypociny ^^ zmotywowało mnie to też i w końcu ruszyłam dupę i coś tam napisałam :3 chociaż ciągle mam wrażenie, że każdy odcinek jakiś taki niedopracowany... Ale tak już chyba zawsze będzie xd Przepraszam też, że musiałyście tyle czekać i że taki trochę krótki ten rozdział, ale przy czwartym bardziej się postaram, mam nadzieję :3 no to miłego czytania!

A NO I DEDUKACJA DLA KAROLINKI KREJZI DZIEWCZYNKI ZA TĘ MOTYWACJĘ I PIĘKNĄ PIOSENKĘ O KIEŁBASIE I W OGÓLE KIEŁBASĘ <3 JA NA NIĄ CZEKAM, PAMIĘTAJ! 




Oby dwie obudziły się mniej-więcej w tym samym czasie i z taką samą pustką w głowach.
- O matko… - mruknęła Anneliese, chowając głowę w poduszkę. – Mad, czy ty też masz takie wrażenie, że znowu zrobiłyśmy z siebie idiotki?
- Tak, ale nie mam pojęcia, jak bardzo, bo praktycznie nic nie pamiętam…
- Ja też, same urywki, nic konkretnego.
- No to nieźle musiałyśmy zaszaleć – stwierdziła Maddie. – Jeszcze nigdy nie było tak, że żadna z nas nic nie pamiętała…
- Masakra – jęknęła. – Gdzie my w ogóle jesteśmy? – uniosła głowę, marszcząc brwi. Rozejrzały się dookoła. Madeleine bardzo dobrze znała ten pokój.
- To pokój Luke’a…
- Jak myślisz, bardzo się wkurwił?
- Nie mam pojęcia, bardziej się boję, co mama o tym wszystkim powie…
- O kurde, nie pomyślałam o tym nawet. Moja pewnie też już wie… No to pięknie… Gdybyśmy chociaż pamiętały, czy w ogóle było warto tyle chlać…
- Apropo chlania, pić mi się chcę – jęknęła Madeleine. – A on oczywiście nie ma wody w pokoju, czyli trzeba zejść do kuchni… - przełknęła głośno ślinę.
- No dobra, miejmy to już za sobą.

Weszły niepewnie do kuchni. Poczuły przyjemny zapach rozchodzący się po całym pomieszczeniu; Lucas stał tyłem do nich przy kuchence, smażąc coś na patelni i nucąc jakąś melodię pod nosem.
- Jak tam głowy? – spytał, nawet się nie odwracając. Dziewczyny spojrzały na siebie niepewnie, po czym usiadły przy stole.
- Luke… - zaczęła Mad, ale brat jej przerwał.
- Mam nadzieję, że jesteście głodne, bo robię jajecznicę.
-Luke – powtórzyła z naciskiem.
- Hm?
- Bardzo jesteś zły?
- Już nie. W sumie to można było się spodziewać tego po takich dwóch alkoholiczkach, jak wy.
- A będę mieć szlaban? – spytała, ignorując drugie zdanie.
- A czy mam prawo dać ci szlaban jako twój brat? – zaśmiał się.
- No nie…
- No właśnie.
- Czyli chcesz powiedzieć, że…
- Zasnęłyście po drodze i udało nam się przynieść was do mojego pokoju bez niczyjej wiedzy, a więc wersja, że śpicie u koleżanki jest wciąż aktualna.
- Wam?! – Oby dwie spojrzały na niego z przerażeniem w oczach.
- To już nie pamiętacie chłopaków, z którymi miałyście grać w pokera? – uśmiechnął się, unosząc jedną brew w górę. Madeleine jęknęła, łapiąc się za głowę.
- Taki wstyd… - mruknęła Anne, uderzając głową w stół z głośnym hukiem. Luke zaczął się śmiać.
- Spokojnie, nie ma czym się tak przejmować. Co prawda nie widziałem osobiście, co wy tam wyprawiałyście tym razem, ale coś mi się obiło o uszy, że ponoć było śmiesznie…
- Bardzo zrobiłyśmy z siebie idiotki?
- No trochę ubawu z was było…
- Czyli się skompromitowałyśmy… Jak zwykle.
- Jakbyście się skompromitowały to wątpię, żeby chłopaki chcieli was bliżej poznać.
- Coo?! – Anne gwałtownie podniosła głowę.
- Jimmy powiedział, że jeżeli nie będziecie dzisiaj umierać w męczarniach to możecie ze mną wpaść do nich. – Postawił przed nimi talerze z jajecznicą i szklanki z wodą. – Wiem, że na kaca lepsze jest mleko, ale w połączeniu z jajecznicą to raczej zły pomysł. Ale macie całe opakowanie lodów w zamrażalniku – puścił im oczko.
- Dzięki, Luke – odparły chórkiem.
- Nie ma za co. Dobrze wiem, jak uwielbiacie moją jajecznicę – wypiął się dumnie.
- Mnie bardziej chodziło o to, że dzięki, że nic nas kryjesz – powiedziała Maddie. – Ale za jajecznicę też, bo robisz najlepszą na świecie!
Uśmiechnął się tylko i wyszedł. Anne spojrzała na przyjaciółkę i odparła z pełną buzią:
- Teraz pozostaje tylko pytanie, kto to jest Jimmy…

Kiedy zjadły śniadanie, dochodziła już czternasta. Lucas wcześniej zapowiedział, że w sumie może wpaść do Jimmiego, o której chce, bo chłopcy mają zwyczaj siedzenia u niego całymi dniami, a nawet i nocami, ale dobrze by jednak było, jakby wyrobiły się do szesnastej. Dziewczyny nie były na początku za bardzo przekonane, czy na pewno chcą się zobaczyć z nimi po wczorajszym, ale stwierdziły w końcu, że czemu nie? Skoro zrobiły z siebie idiotki to wypadało by teraz to sprostować i jakoś naprawić swój wizerunek.
Udało im się wyszykować kilka minut przed szesnastą. Chciały zrobić dobre wrażenie, bo coś czuły, że wczoraj po imprezie nie wyglądały zbyt korzystnie.. Nie chciały też za bardzo się stroić; miały zamiar wyglądać naturalnie.
- Uuu, wyrobiłyście się w dwie godziny, no nie wierzę… - powiedział Luke, kiedy weszły do salonu, kręcąc z niedowierzaniem głową. Maddie pacnęła go w ramię.
- Ej, bez przesady, dobrze wiesz, że my nigdy się jakoś specjalnie długo nie pindrzymy – wytknęła język. – To jak? Idziemy?
- No idziemy – wyszczerzył się.
- A gdzie ten Jimmy mieszka? – spytała Anne.
- Niedaleko.
Lucas zamknął dom na klucz.
- Ekhm… Luke… - zaczęła Madeleine niepewnie. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem. - No bo ja mam takie pytanie… Bo my się tak zastanawiałyśmy… Kto to Jimmy?
Lucas się roześmiał.
- Nie pamiętacie?
- Ja nawet nie przypominam sobie, żeby którykolwiek z nich się przedstawiał – mruknęła Anne. – Ale możliwe, że po prostu tego nie pamiętam, jak większości z resztą.
- Jimmy to ten wysoki taki, z tego, co mi wiadomo, oblał cię piwem, Mad.
- To dlatego mi tak włosy śmierdziały! – wykrzyknęła. – Ma wpierdol za to.

Lucas miał racje – do Jimmiego było dość blisko, jedynie kilka domów dalej, czyli mniej-więcej tak samo jak do Anneliese, tyle że szło się w przeciwną stronę. Dom chłopaka nie wyróżniał się niczym specjalnym, jak zresztą żaden dom w tej okolicy; każdy był średnich rozmiarów, połączony z wybudowanym obok garażem, otoczony ogrodem i drewnianym płotem, pomalowany na jasny, miły dla oka kolor. Od furtki do drzwi prowadziła ścieżka – betonowa, tak samo jak podjazd, na którym stał srebrny samochód. Przed wejściem trzeba było wspiąć się na pięciostopniowe schodki.
Luke wszedł bez pukania. Dziewczyny spojrzały na niego ze zdziwieniem, ale weszły do środka zaraz za nim.
- Jimmy prawie ciągle jest sam w domu i nigdy nie słyszy ani pukania ani dzwonka, więc pozwolił nam wchodzić jak do siebie – wyjaśnił im. Skręcił w prawo i przeszedł przez krótki korytarz aż do drzwi na jego końcu. Będąc coraz bliżej nich, dziewczyny słyszały coraz głośniej czyjeś głosy i śmiechy. Luke otworzył drzwi i wszedł do środka, a dziewczyny – niepewnie – za nim. Rozejrzały się; byli w garażu. Pod ścianą naprzeciw drzwi, bardziej w kącie, stała perkusja, obok niej stały gitary w pokrowcach. Po drugiej stronie znajdowała się jakaś stara, duża kanapa, fotel i niewielki stolik. Oprócz tego na ścianach wisiały różne półki, zdjęcia, plakaty, stało kilka szafek i tego typu rzeczy.
- Luuuuuuuuuke! Już się martwiłem, że nie przyjdziesz! – zawołał Jimmy, półleżąc na fotelu.
- Ooo, i dziewczyny też są – wyszczerzył się chłopak w dłuższych włosach, którego Maddie powoli zaczęła kojarzyć z imprezy.
- No raczej, a co ty myślałeś? Do nas by nie przyszły? – Jimmy poruszył brwiami.
- Ano w sumie faktycznie… - uśmiechnął się jeszcze szerzej, zaczesując ręką włosy do tyłu.
- Skromność – podsumowała ze śmiechem Anneliese, próbując jakoś rozładować napięcie, które czuły razem z Madeleine. Nie wiedziały za bardzo, jak się zachowywać. Oby dwie były dość nieśmiałe w towarzystwie nowopoznanych osób, a już zwłaszcza, kiedy byli to sami faceci.
- No nasz Brian jest rzeczywiście bardzo skromny – zaśmiał się chłopak z grzywką.
- No jasne, że jestem skromny – zaperzył się. – A to, że jestem taki zajebisty i się z tym nie ukrywam to już nie moja wina.
- Tak, tak, wmawiaj sobie dalej… - westchnęła Maddie. Zaczęli się śmiać.
- Wątpisz w moją zajebistość? – spojrzał na nią, unosząc jedną brew do góry. Wszyscy ucichli, obserwując bacznie tę dwójkę i czekając na ciąg dalszy. Maddie uśmiechnęła się pod nosem.
- Jak mam wątpić w coś, czego nawet nie ma? – odgryzła się. Chłopak prychnął, ale uśmiechnął się.
- A chcesz się przekonać?
- Że nie jesteś zajebisty?
- Że jestem.
- No dobrze, ale nie udowodnisz mi, że jesteś, skoro nie jesteś.
Chłopak otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale za chwilę je zamknął, bo doszło do niego, że tak właściwie to nie wie co powiedzieć – a to nieczęsto mu się zdarzało.
- Ale cię zagięła, stary – Jimmy poklepał go po plecach. - Tak w ogóle to myślę, że chyba wypadałoby się przedstawić – wyszczerzył się, poprawiając się na fotelu. – A więc jestem Jimmy – ukłonił się szarmancko. – Ten „zajebisty” tutaj to Brian, tutaj siedzi Matt, obok niego Johnny i Zacky– powiedział, na każdego wskazując skinięciem głowy. – No, skoro już się znamy to siadajcie. Rozgośćcie się w naszym małym królestwie – oparł poważnym tonem, rozkładając szeroko ręce.
- Ciekawe, jak mają usiąść, jak nie ma gdzie, bo zajmujecie całą kanapę – zaśmiał się Luke gdzieś z kąta garażu. Po chwili podszedł do nich, trzymając w rękach krzesło. Postawił je obok fotela Jimmy’ego, rozsiadając się na nim.
- Wypraszam sobie, ja siedzę na fotelu, dość szerokim zresztą, więc spokojnie się ktoś koło mnie zmieści – poruszył wymownie brwiami z cwanym uśmieszkiem.
- Ja! – wykrzyknął Brian, zrywając się ze swojego miejsca i wręcz rzucając na Jimmy’ego.
- Nie ciebie miałem na myśli, idioto – burknął. – Zresztą ciężki jesteś, miażdżysz mi moje delikatne kości. – Zepchał go ze swoich nóg, tak że siedział teraz ściśnięty obok niego. Naburmuszył się.
- Ale z ciebie przyjaciel, nie ma co – mruknął. Jimmy go zignorował.
- Nie ma więcej krzeseł? – zdziwił się. Luke pokiwał przecząco głową.
- Są jeszcze kolana – wyszczerzył się Zacky.
- Baker dobrze gada – przyznał mu rację Johnny.
- No czasami coś mądrego zdarzy mu się powiedzieć – zaśmiał się Matt. Zacky spojrzał na niego spod byka.
- No dzięki… - mruknął tylko.
-Ale wy wszyscy chamscy dla siebie jesteście – skwitowała Anne, kręcąc głową.
- Chamscy? No co ty, my jesteśmy rodzinką, bardzo się kochamy, nie widać? – spytał Jimmy.
- No tak jakby nie bardzo. – Usiadła obok Zackiego. – No dobra, jesteśmy z Maddie wielorybami, ale myślę, że jak się odrobinkę ściśniecie to bez problemu się wszyscy na tej kanapie zmieścimy. Mad, chodź tu do mnie, grubasku ty mój, miejsce ci właśnie załatwiam – wyszczerzyła się, wyciągając ręce w stronę przyjaciółki.
- Ale będzie ciasno – stwierdził Zacky. – Więc jestem za tą pierwszą opcją.
- Chciałbyś – wytknęła mu język.
- Ano chciałbym – uśmiechnął się.
- Nie ma tak dobrze – wzruszyła ramionami.
- Czyli nie? – zrobił smutną minkę, wyginając usta w podkówkę.
- Czyli nie…? – powtórzył Johnny, wychylając się zza Zackiego i spoglądając na dziewczyny z podobną miną.
- Nie – wtrąciła Madeleine, wciskając się między Anneliese, a oparcie kanapy. – Annelie ma wysokie wymagania co do kolan, więc siada tylko na moich, a że wy nie macie takich kolan, jak ja…
- No właśnie – Anne pokiwała głową. – Ale co do ciebie – zwróciła się do Zacka, uśmiechając się lekko – to się zastanowię, moooże kiedyś…
- A ja? – spytał smutno Johnny. – W czym Baker jest ode mnie lepszy?
- Ma fajną grzywkę – wyszczerzyła się.
- O, serio? – zdziwił się Zacky, uśmiechając się szeroko. – Tego mi jeszcze nikt nie powiedział.
- No widzisz. Jest grzyweczka, jest dupeczka – zaśmiała się, a reszta jej zawtórowała.
- Pff, ja też mam grzywkę – prychnął Brian.
- Pff, właśnie że nie masz – odparła Maddie.
- Mam!
- Ale nie taką, jak ja. – Zacky teatralnym gestem poprawił swoją grzywkę, wypinając się dumnie.
- Bo mam lepszą – wzruszył ramionami.
- Bo nie masz jej wcale - ciągnęła Madeleine.
- Nie no, macie się o co kłócić – stwierdziła ze śmiechem Anneliese.
- Eeej, dziewczyny! – wykrzyknął nagle Brian. – Obiecałyście nam pokera – uśmiechnął się cwaniacko.
- Za piwo – dodała Madeleine.
- Czyli jednak coś tam pamiętacie z wczoraj? – Luke uniósł brew w górę.
- Dobrze wiesz, że mam dobrą pamięć do takich rzeczy – oparła z uśmiechem. – A skoro już jesteście przy tym temacie… Jak robiłyśmy albo mówiłyśmy coś głupiego to sorry – wyszczerzyła się.
- Ooo, no trochę tego było… - westchnął Jimmy. – Przede wszystkim to Syn wam nie odpuści z tym pokerem, to mogę wam zagwarantować – mrugnął do nich. – A tak poza tym to niezłą fazę wczoraj miałyście – zaśmiał się, a chłopcy razem z nim.
- Jeśli tak wyglądają imprezy z wami to możecie się z nami częściej wybierać, przynajmniej jest śmiesznie i nie nudno – dodał Johnny ze śmiechem.
- O tak, zgadzam się, zagramy w pokera – Brian zatarł ręce.
- Ale ja się nie zgadzam, nie będziecie mi ich tu rozpijać, jeszcze nie są pełnoletnie nawet – stwierdził Luke.
- A taaam gadasz… – Brian machnął ręką w jego stronę. – To co? Jak dam wam piwo to zagracie? – wyszczerzył się. Nagle Maddie przypomniała sobie o czymś bardzo ważnym.
- Zapomniałabym! – wykrzyknęła. – Jimmy – wycelowała w niego palcem, gniewnie ściągając brwi. – Masz wpierdol.
Ten spojrzał na nią, wystraszony i zaskoczony.
- Ja? Za co?
- Nie udawaj, że nie wiesz. Wylałeś mi piwo na głowę i przez ciebie do tej pory jebią mi włosy.
- Aaa, to! – przypomniał sobie. – Już miałem nadzieję, że o tym zapomniałaś – wyszczerzył się.
- No faktycznie masz się z czego cieszyć. Ja mówię poważnie, masz za to wpierdol. Na razie nie chce mi się stąd ruszać, ale poczekaj tylko aż wstanę, bo jak już wstanę to nie będzie tak śmiesznie.
Anne popatrzyła na niego poważnym wzrokiem.
- No to masz przesrane teraz… - westchnęła. - Jak Mad cię zaatakuje tym swoim cielskiem… - pokręciła głową. – Masakra.
- Serio? – Jimmy spytał drżącym głosem, przełykając głośno ślinę.
- Bardzo serio.
- No to spierdalam stąd – zerwał się z fotela, podbiegł do jakiejś szafki, wyciągnął z niej butelkę piwa, którą pomachał im szybko przed oczami i chwilę później już go nie było. Anne zamrugała, zaskoczona.
- On tak serio…? – spytała powoli. – Chyba go nie ogarniam – stwierdziła.
- Jima nigdy nie ogarniesz – wyszczerzył się Luke. Brian za to spoglądał w stronę miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą stał chłopak, smutno-złym wzorkiem.
- A nam mówił, że już nie ma piwa. No to teraz ma podwójny wpierdol – mruknął tylko.

19 komentarzy:

  1. NO SIEMA XD Masz wpierdol, ale nieważne.
    Wiesz co ja sądzę o twoim opowiadaniu, co nie? Jak ty możesz ze mną wytrzymywać? Jak skończę piętnastkę to wydorośleję XD
    A tak w ogóle fajnie, że dodałaś! Wprawdzie ja będę dopiero potem, ale nie jestem taka chamska, więc przeczytałam :D Huehue, ale ze mnie żartownisia. GUT GUT JAK BUT XDD BARDZO SIĘ AIRU JARAM OMNOMNOMN! JESTEM KREJZOLKĄ KAROLKĄ PSYCHOLKĄ! Ale i tak wiem, że mnie kochasz i bla bla bla. W rodzinie nic nie ginie, ty też krejzi jesteś :D Krejzi Opolanki xD Pf, ciągle zbaczam z tematu xD Nie wiem co mam powiedzieć, ale znasz moją opinię, a jak nie to poszukaj w archiwum xD Nie no, genialnie jest *___* Wyszczałowo! Kac morderca nie ma serca, co? Alkoholiczki :* "Jest grzyweczka, jest dupeczka" AHAHAHAHA XD Rozwalasz mnie :D Widać moj szantażyk zadziałał, bałaś się, że nie dostaniesz! XD Before I forget. I tak nie dostaniesz. Świetnie, tylko mało Matta :c Dawaj już czwarty, bo tym razem już nie będę taka miła! Huehuehue chociaż i tak wiem co tam będzie ^^ ALE DAJ SZYBKO NO!
    Kocham cię śmierdzący gimbie, twój pasztet :*

    LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE LOVE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no siemcia siemcia! ciagle mam te wpierdole, spooczko, przywyklam... LOL CO ZROBISZ JAK SKONCZYSZ PIETNASTKE? :OOOO
      hehehehehe nie wiesz co bedzie! nic nie wiesz! ;p
      love ciebie tez, ciesze sie ze ci sie podoba, salcesoniku! ;*

      Usuń
    2. Tak masz wpierdole i zawsze będziesz miała! I TAK, WYDOROŚLEJĘ. Ale to dopiero od marca, więc luz XD Wysłałaś mi to gimbusku :*

      Usuń
  2. kiełbasa tylko ci w głowie kiełbasa więc dawaj odcinasa bo kiełbasa ci w głowie kiełbasa jest lekiem na wszystko o kiełbasa ty kochasz kiełbase i ciągle ją jesz jesteś gruba bardziej niż świnia i jesz kiełbase bo ją kochasz oł jea kieeeeełbasa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TY KREJZOLKO TY :* kocham twoje piosenki, czekam tylko az mi ta zaspiewasz <3 btw. przez ciebie teraz bede miala cala noc ochote na kielbase ;c I CO ROBIC

      Usuń
    2. ZJEDZ KIEŁBASĘ. PRZYWIOZĘ CI SWOJĄ

      Usuń
  3. OJEJ, DZIĘKI ZA DEDYKACJĘ SALCESONKU :* Dostaniesz kiełbaskę, tak jak obiecałam :3 Oddam Ci wszystkie mienso jakie posiadam w domu. Ble, mieso jest fuj, ale ty musisz jeść, żeby mieć wenę! Bendem cie dokarmiać :3 Od następnego weekendu ferie, więc spodziewaj się mnie! I DAM CI KIEŁBASĘ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OKEJ TRZYMAM CIE ZA SLOWO XD wbij na sankach to pojedziemy na sankowa wycieczke! JASNE JASNE PRZECIEZ TY CIAGLE TYLKO MIESO WPIERDALASZ, CIAGLE I WSZEDZIE, TYLKO MIESO!

      Usuń
  4. JESTEM SE KREJZOLA Z OPOLA, PODSKOCZYSZ?

    OdpowiedzUsuń
  5. huehuhuehuehuehuehueuhe odcineeeeeeeeeek :D powiem tylko, że zajebisty i uśmiałam się okropnie. Wracam do fizyki i chemii, bo mnie wołają. Ooooo nie dobry świecie. Zamiast walnąć porządnego komenta, to ja muszę się zajmować kwasami karboksylowymi. God why???
    Zajebiaszczy odcinek, tyyyyyle czekałam :D
    Hope :P

    OdpowiedzUsuń
  6. KAROLKA DEBIL XD Ale ja jej to już mówiłam :*
    Ej no, zajebisty ten odcinek! Śmiałam się jak debil. Ale to też skutek niewyspania i ogólnej schizy, także komentarz może być bez sensu. Ale nie przejmuj się tym.
    Dziewczyny są świetne. Kac męczy z rana, ale w sumie mi ich nie żal ;) Nie trzeba było tyle pić, mwahhahaha . Rozwalił mnie ten moment "Anne spojrzała na przyjaciółkę i odparła z pełną buzią: - Teraz pozostaje tylko pytanie, kto to jest Jimmy…" hahaha no nie mogę. ;D + Lucas idealny starszy brat, nie opieprza, kryje przed rodzicami, robi jajecznicę na kaca, zabiera do chłopaków z A7x.. Daj mi takiego! Proszę!
    I chłopacy też są świetni! Mad i Brian, haha, zagięła Boskiego Gatesa. Punkt dla niej ;) No i Anne i Zacky, aaaaa, lovelovelove, będzie miiiiłoooość <3 JA TO WIEM. Musi być. Uwielbiam Zacka, uwielbiam Anne, mają być razem, bo wpier.dol! . A Karolka dostanie Matta, bo to też jest pewne, a dla Jimusia i Gnoma masz znaleźć jakieś równie fajne dziewczyny :)
    Oni są dla siebie tak fajnie chamscy, ale to z miłości. Anneliese i Maddie przecież nie lepsze - to Mad określiła rudą, że jest brzydka jak parking samochodowy? XD To wszyyyystko z miłości :3
    Uwielbiam to, jaram się max, pisz kolejny jak najszybciej! Czekaaaam, będę wielbić to na klęczkach. Sialalala. <3
    Tak bardzo bez sensu. /Wasp.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojeeejku, dziekuję! ;* strasznie mi się miło zrobiło :3 cieszę się, że się podoba :333
    Haha, ale jestem przewidywalna xd także ten, spokojnie, będą razem, to mogę zagwarantować, skoro i tak już to w sumie widać, ale nic więcej nie powiem! xdd
    Następny już zaczęty, postaram się jak najszybciej dokończyć, zwłaszcza że ferie niedługo hyhyhyh :3
    Jejku jeszcze raz dziękuję <3 takie komentarze strasznie mnie motywują, więc tym bardziej postaram się szybko napisać czwarty :333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogspot jest chamski! Zżera fragmenty komentarzy ._.'
      Ja już mam ferie, i właśnie tworzę coś na swojego bloga. Dwa tygodnie spania, nareszcie <3
      Nie to, że jesteś przewidywalna, po prostu ja wychwycę wszystko co ma związek z Zackym. Taka mania :3
      Czekam na kolejny bardzobardzo! Pisz szybko :3

      Usuń
  8. PISZ, PISZ, PISZ, PISZ, PISZ, PISZ, PISZ!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. tak
    zamulam.... chcialam zrobic ci spam zebys pisala i dodawala, ale nie
    chce mi sie....... wgl to chamstwo... napisalem ci komentarze, ale
    prawdopodobnie usunely sie -.-

    OdpowiedzUsuń
  10. pisz, pisz bo wpierdol!

    OdpowiedzUsuń
  11. RUSZ SWE TŁUSTE DUPSKO I DAJ NOWY ODCINEK!

    OdpowiedzUsuń