wtorek, 11 grudnia 2012

2. Party time


Drugi rozdział publikuję dzisiaj głównie z okazji urodzin Zackiego <3 Złożyłam już mu życzenia chyba wszędzie, gdzie się tylko dało, ale napiszę i tutaj, już w bardzo skróconej formie - wszystkiego najlepszego, kochanie moje! ^^ 
Byłam też już nieźle o ten odcinek męczona.... a więc jest :) miałam zamiar trochę pozmieniać i go dopracować jeszcze, ale już nie zdążyłam nic zrobić, zwłaszcza z tą końcówką (nie lubię tak ucinać :c), mam jednak nadzieję, że nie jest źle :3 no to enjoy!

*   *   *

   Dziewczyny już wieczorem zaczęły wszystko planować, gdyż impreza miała się odbyć następnego dnia. Miały więc trochę czasu. Najważniejsze było dowiedzieć się, gdzie ma się odbyć – ale to akurat było łatwe, bo cała najbliższa okolica o tym rozmawiała, więc wystarczyło tylko wyjść z domu i zapytać jakiegoś przechodnia mniej-więcej w zbliżonym wieku do brata Maddie. Pierwszy punkt mogły wykreślić. Pozostało im już tylko ładnie wyglądać i dobrze się bawić – uważając przy tym, żeby Lucas o niczym się nie dowiedział.
   - Mad, to jak w końcu robimy? – spytała Anne. Siedziały u niej w pokoju, powoli szykując się na imprezę. Dochodziła dopiero czternasta, ale musiały jeszcze wykombinować, jak usprawiedliwić swoje wyjście i całonocną nieobecność.
   - Ale co robimy?
   - Matko, ale ty jesteś tępa… - mruknęła. – Tak sobie po prostu wyjdziemy przed dziewiętnastą z domów i wrócimy z samego rana wyglądając jak dwa żule wyciągnięte prosto z rowu?
   Madeleine zaczęła się śmiać.
   - No bardzo śmieszne – Anne również się zaśmiała. – Ty lepiej myśl nad jakąś wymówką.
   - Powiem, że idę do ciebie, a ty że idziesz do mnie.
   - I nikt się nie skapnie, bo mieszkamy aż trzy domy od siebie… Nie no, naprawdę świetny pomysł – uniosła w górę kciuki. – Ale ja mam lepszy. Możemy powiedzieć, że idziemy na nockę do jakiejś tam koleżanki. Tylko trzeba udać, że bierzemy jakieś rzeczy ze sobą i gdzieś je zostawić…
   - No to je schowamy.
   - Gdzie, geniuszu?
   - W dupie – wytknęła jej język. – No nie wiem, może faktycznie u jakiejś koleżanki?
   - Ale jakiej? Takie z nas nołlajfy, że nie mamy w sumie nikogo oprócz siebie…
   - Mamy dużo znajomych, co ty pierdolisz – zaśmiała się.
   - Tak. I na pewno każdy z nich nam pomoże. Serio zostawiłabyś swoje rzeczy u… no na przykład takiej Sary?
   Madeleine aż się wzdrygnęła. Sarah była jedną z ich klasowej „elity”, a do tego jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Nauczyciele ją uwielbiali, bo niby tak dobrze się uczyła, była taka uczynna, miła i przyjazna, ale to tylko pozory; była typową lizuską z bogatej rodziny. Niestety, wciąż większość osób ze szkoły wierzyło w prawdziwość tej jej udawanej serdeczności. Jedynie ci, którzy przekonali się o tym na własnej skórze - Anneliese i Madeleine były jednymi z nich - dobrze wiedzieli, że tak naprawdę była wredną suką.
   - A może po prostu schowamy rzeczy u siebie w domach? Nikt się nie skapnie, przecież nie będą ci do torby zaglądać - zaproponowała Maddie.
   - No chyba tak zrobimy. W sumie nie mamy innego wyboru… - westchnęła Anneliese. – To co? Teraz ciuchy? – wyszczerzyła się.

   Swój plan zaczęły wcielać w życie przed osiemnastą. Oby dwie powiedziały, że idą na noc do koleżanki z klasy, która zaprosiła je oraz kilka innych dziewczyn do siebie na uczczenie zakończenia roku, po czym spotkały się na rogu ulicy mniej-więcej w środku drogi między ich domami. Postanowiły połazić trochę po mieście, a jakoś koło dwudziestej pierwszej pójść na plażę, gdzie miała odbyć się impreza. Wątpiły w to, żeby wszyscy przyszli punktualnie, a do tego o dziewiętnastej było jeszcze jasno, więc ciężko by było ukrywać się przed Lucasem.
   Na plażę dotarły o wpół do dwudziestej drugiej. Szybko wtopiły się w tłum, obiecując sobie, że dzisiaj nie zaszaleją za bardzo z alkoholem, bo nie chciały robić z siebie idiotek przy tylu ludziach. Wiedziały też, że jak tylko Luke się dowie o ich obecności, na pewno będzie kazał im wracać, a może i nawet siłą odprowadzi do domu. Może nie wygada, że tam były, bo sam nie chciałby mieć przez to kłopotów, ale dla nich będzie już po imprezie. Ciężko jest jednak dotrzymać takiej obietnicy, zwłaszcza kiedy – jak powiedział Lucas – dookoła przelewają się litry alkoholu i ma się tak słabą głowę jak Anneliese…
   - Ej, Annelie, nie pierdol, że już się najebałaś – Maddie trąciła ją ramieniem, kiedy ta zaczęła się bez żadnego powodu śmiać. To tylko pogłębiło jej paniczny śmiech do takiego stopnia, że zgięła się w pół, trzymając się jedną ręką za brzuch, bo w drugiej trzymała piwo, i z trudem łapiąc powietrze.
   - Nie no, co ty, oszalałaś? – wykrztusiła. – Ja jestem zupełnie trzeźwa – dodała, nie do końca wyraźnie. Maddie wybuchła śmiechem. Anne popatrzyła na nią zdziwiona.
   - Sama śmiejesz się z czegoś zupełnie nie śmiesznego, a to mnie oskarżasz, że jestem pijana, tak? – burknęła.
   - Nie no, bardzo trzeźwa jesteś.
   - No to mówię przecież. Kurwa, piwo mi się skończyło – mruknęła, wymachując pustą już puszką zaraz przed nosem Madeleine.
   - No i dobrze – zaśmiała się.
   - Nie. To bardzo źle. – Odrzuciła puszkę gdzieś za siebie. – Chodźmy po więcej.
   Madeleine chciała jej odmówić, ale Anneliese zaczęła szarpać ją za rękę i wręcz błagać na kolanach, więc jak mogła się nie zgodzić?
   - Alkoholiczka jebana – skwitowała ze śmiechem.

   Madeleine sama nie wiedziała, jak do tego doszło. Biegały z Anne po plaży, przedzierając się między tłumem tańczących, nachlanych ludzi. Zebrało się tutaj chyba z pół Huntington Beach, ale to akurat było dużym plusem, gdyż jeszcze ani razu nie natknęły się na Luke’a. Co chwilę na kogoś wpadały, poznały trochę nowych ludzi, śmiały się ze wszystkiego i gadały wszystkim, co tylko wpadło im do głowy. Maddie właśnie skończyła opowiadać jakiś zupełnie nie śmieszny, zboczony kawał, z którego oczywiście śmiała się jak opętana. Zdziwiło ją jednak to, że Anne jej nie zawtórowała. Obejrzała się dookoła; jej przyjaciółki nigdzie nie było.
   - Co jest kurwa… - mruknęła zdezorientowana. Pociągnęła łyk piwa z puszki i jeszcze raz rozejrzała się dookoła, mrużąc oczy. Dokończyła piwo, wyrzuciła puszkę i ruszyła już lekko chwiejnym krokiem przed siebie, wytężając wzrok. Było ciemno, było pełno przepychających się ludzi, a ona już nie do końca ogarniała, co się dookoła niej działo. Nie podobało jej się jednak bycia pijaną samotnie, więc za wszelką cenę chciała znaleźć Anne. Jak robić głupie rzeczy po pijaku to tylko z nią.
   - Przepraszam, przepraszam… – mruczała co chwilę, przeciskając się między tłumem. Kiedy tylko ktoś ją popychał, oddawała mu z całej siły z łokcia i szła dalej. Do czasu, kiedy tłum się rozrzedził. Już miała odetchnąć z ulgą, że wydostała się z tej dziczy, kiedy niespodziewanie przed nią wyrosła jakaś postać. Oczywiście, nie zauważyła jej – a nawet jeśli by zauważyła, jej organizm reagował na wszystko z lekkim opóźnieniem, więc tak czy siak nic by to dało.
   - Zapierdolę – jęknęła niewyraźnie, lądując na twardym piasku tuż po zderzeniu z ową postacią. Poczuła coś mokrego na głowie, co zaczęło spływać po jej całych włosach. Chwyciła ciemny kosmyk i przytknęła go do nosa. Poczuła zapach piwa. – No po prostu zapierdolę – powtórzyła, próbując się podnieść. Ujrzała przed sobą wyciągniętą rękę. Ścisnęła ją mocno i ktoś poderwał ją do góry. Stojąc już na własnych nogach, otrzepała tyłek z piasku i spojrzała przed siebie – a raczej nad siebie, bo sprawca całego wypadku był dość wysoki. Chłopak uśmiechnął się do niej szeroko, obejmując ją ramieniem.
   - Ej, chłopaki, patrzcie! – zawołał. Dopiero teraz Madeleine zauważyła, że obok stał stolik, przy którym siedziała czwórka chłopaków. Chyba czwórka, bo ciężko jej było ich policzyć w tym stanie. – Chyba nam znalazłem dziewczynę do tego pokera – wyszczerzył się. Maddie popatrzyła na niego z oburzeniem, prychając.
   - Wylałeś mi piwo na głowę.
   - Przepraszam – odparł. – Chociaż tutaj akurat oboje ucierpieliśmy – dodał, ze smutkiem zgniatając pustą już puszkę i wyrzucając za siebie. Jutro kogoś będzie czekało niezłe sprzątanie…
   - I tak miałeś iść po więcej – rzucił jeden z chłopaków.
   - Wiem, wiem, już idę – machnął ręką. – To jak? Zagrasz z nami? Przyniosę ci piwo – zaoferował.
   - Ej, stary, ona już ledwo na nogach stoi, może lepiej nie?
   Madeleine spojrzała w stronę chłopaków, błądząc wzrokiem po ich twarzach. Nie widziała ich za dobrze, bo było ciemno, a do tego obraz co chwilę jej się zamazywał i drgał – chociaż w tej kwestii nie była pewna, czy to czasem ona się tak nie kiwała.
   - Nie wiem, kim jesteś – wybełkotała, celując palcem wskazującym w przestrzeń przed siebie, bo nie wiedziała nawet, do kogo mówi. - Ale ty mną nie rządzisz. Nawet mnie nie znasz. Więc nie możesz za mnie decydować. Jak będę chciała to piwo to będę chciała i to moja sprawa. A więc spierdalaj.
   - Uuuu, ostro – zaśmiał się chłopak, który wciąż obejmował ją ramieniem. Ktoś coś jeszcze dodał, ale przez szmery w głowie nie usłyszała niczego konkretnego.
   - A ty – zwróciła się do niego. – Co ty w ogóle robisz? – spytała niewyraźnie. Zrzuciła jego rękę ze swojego ramienia, zataczając się lekko. – Przynieś mi piwo.
   - Ale zagrasz z nami? – uniósł jedną brew do góry.
   - Może – wzruszyła ramionami. Nagle przypomniała sobie o Anneliese. Pacnęła się otwartą dłonią w czoło z głośnym plaśnięciem. – Nie mogę! – wykrzyknęła. Poczuła na sobie zdziwione spojrzenia. – Ja… ja muszę znaleźć… - złapała się za głowę. – A jest tak ciemno…
   - Ale co musisz znaleźć?
   - Ja nie wiem, gdzie ona jest… A ona może zrobić coś głupiego! Beze mnie! – powiedziała z wyrzutem.
   - Ale kto? – usłyszała ze swojej drugiej strony nieznajomy głos. Odwróciła się. Obok niej stanął drugi chłopak. Ciężko jej było w tych ciemnościach ujrzeć rysy jego twarzy, ale widziała, że miał ostro zarysowaną linię szczęki i dłuższe, proste włosy do ramion. Był niższy od tego, na którego wpadła, więc nie musiała aż tak zadzierać głowy, żeby na niego popatrzeć.
   - Annelie. To moja przyjaciółka. I ją zgubiłam…
   - No to może pomożemy ci ją znaleźć, a później z nami zagracie? – wyszczerzył się.
   - A dostaniemy piwo? – spytała, marszcząc brwi.
   - Może – wzruszył ramionami, naśladując ją.
   - No to sobie sama poradzę – prychnęła. Już miała iść, ale ktoś ją zatrzymał.
   - Nie no, pomożemy ci – powiedział ten wysoki. – Ej, chłopaki, ruszajcie dupska, wyruszamy na poszukiwania. Jak wygląda ta twoja przyjaciółka?
   - Jest brzydsza niż parking samochodowy – parsknęła głupkowatym śmiechem. Chłopcy jej zawtórowali, rozbawieni przede wszystkim jej śmiechem. – I ma czerwone włosy – dodała.

   Znalezienie Anneliese nie było wcale takie trudne. Chłopcy zgodnie stwierdzili, że przejdą się najpierw do baru po jakiś alkohol, bo jakże by mogli wytrzymać kilka minut bez procentów? Okazało się to jednak bardzo dobrym pomysłem, gdyż właśnie tam, na wysokim krześle przy ladzie baru, siedziała Anne. Jedną ręką podpierała głowę, a drugą obracała pustą szklankę, mrucząc coś pod nosem. Madeleine już z daleka ją poznała. Podbiegła do niej chwiejnym krokiem, a chłopcy ruszyli za nią.
   - Annelie! – zawyła prosto do jej ucha, rzucając się jej na szyję. Ta aż podskoczyła, zaskoczona. – Wszędzie cię szukałam!
   - O matko, Mad, nie strasz tak… – wybełkotała. – Też cię szukałam, kretynko. Gdzie ty byłaś?
   - Wszędzie - wyszczerzyła zęby.
   - Aha - skwitowała krótko.
   - Tak. To jest właśnie Annelie – dodała, kiedy podeszli do nich chłopcy, już zaopatrzeni w alkohol. Anneliese zmierzyła ich zaciekawionym spojrzeniem i już miała się odezwać, kiedy Madeleine dźgnęła ją w bok.
   - Anne, tam jest Luke! I nas widzi! I chyba tutaj idzie! – pisnęła z przerażeniem. Anne wytrzeszczyła oczy.
   - To musimy stąd spierdalać! Cześć wam, miło było poznać – wyszczerzyła się w stronę chłopaków. Moment później już ich nie było. Chłopcy popatrzyli po sobie, zdezorientowani.
   - Czy tylko ja ich nie ogarnąłem? – spytał po chwili ciszy najniższy z nich.
   - Nie, ja też nie… - powiedział powoli ten, na którego wpadła Maddie, ściągając brwi. Znów zapadła cisza, przerwana przez chłopaka w dłuższych włosach.
   - Ej, chłopaki, czyli to znaczy, że nie gramy w tego pokera?
   - Zapłon, Syn, zapłon… - zaśmiał się chłopak w pocieniowanych, czarnych włosach z grzywką na bok, która co chwilę wpadała mu do oczu, i poklepał go po plecach.
   - Ale czemu tak zareagowały na Luke’a? – zdziwił się zdecydowanie najbardziej umięśniony z nich. Reszta tylko wzruszyła ramionami. Mieli jednak szansę się wszystkiego dowiedzieć, bo za chwilę podszedł do nich Lucas z wręcz wymalowaną na twarzy złością.
   - Cześć wam, nie wiecie może, gdzie one poszły? – zapytał, rozglądając się gorączkowo dookoła.
   - Znasz je? – Najwyższy uniósł jedną brew do góry.
   - No raczej, Sullivan, dziwne by było, jakbym własnej siostry nie znał – odparł z przekąsem. Cała piątka wytrzeszczyła oczy.
   - To była twoja siostra?! – spytał z niedowierzaniem chłopak nazwany przed chwilą Sullivan. – Kurde, nie poznałem jej… - pokręcił głową.
   - Serio? Maddie nie poznałeś?
   - Luke, ja ją ostatni raz widziałem… Nawet nie pamiętam, kiedy…
   - Nie pierdol, widziałeś ją ostatnio jak u mnie byłeś. Jakiś… tydzień temu?
   - Serio?! – zdziwił się. Chłopcy zaczęli się śmiać. – To była ona?!
   Luke pokiwał głową.
   - Ale teraz wyglądała inaczej. Dużo inaczej – mruknął. – Zresztą ciemno jest tutaj jak w dupie, nawet dobrze nie widziałem jej twarzy.
   - Dobra, nieważne – machnął ręką. - Skoro już wiecie wszyscy, że to była moja siostra, a ta druga to jej przyjaciółka to mam nadzieję, że pomożecie mi ich szukać, bo oboje będziemy mieli przejebane, jak one w takim stanie wrócą do domów.

   Znaleźli je dopiero, kiedy impreza powoli dobiegała końca i ludzie już trochę się porozchodzili. Udało im się to przede wszystkim dzięki włosom Anneliese, które były widoczne już z daleka. Podchodząc bliżej zauważyli, że dziewczyny leżały na piasku i pokazywały coś sobie na niebie, zaśmiewając się do łez. Koło nich leżała opróżniona butelka wódki. Lucas odchrząknął.
   - Kto to? – wybełkotała Anne, mrużąc oczy. – Kim jeesteeeś? – zawołała, przeciągając sylaby i śmiesznie wymachując rękami nad sobą. Madeleine usiadła niezdarnie, wciąż się śmiejąc. Przestała jednak, kiedy doszło do niej, że obok stał jej brat.
   - No to mamy przejebane… - wydukała.
   - Czemuu? – zawyła Anneliese. Przekręciła się na brzuch i dopiero wtedy zobaczyła Lucasa i stojących obok niego chłopaków, którzy z zaciekawieniem obserwowali całą sytuację. – O – skwitowała krótko. – No to rozumiem, że po imprezie? – spojrzała na Mad, która pokiwała tylko głową.
   - No to mamy przejebane… - powtórzyła. Luke westchnął tylko, spoglądając w stronę chłopaków.
   - Pomożecie mi je przetransportować?


sobota, 1 grudnia 2012

1. Holiday


Nie umiem zaczynać opowiadań, bo zawsze wychodzi nudno i nigdy tak, jak to planuję, a zwłaszcza, kiedy mam już tyle pomysłów na późniejsze rozdziały i chciałabym do nich jak najszybciej dotrzeć... Ale mam nadzieję, że może być i że znajdzie się ktoś, kto będzie to czytał :3 nie, żebym do czegoś zmuszała czy coś... ^^" W każdym razie postaram się w miarę szybko rozkręcić akcję, żeby nie było nudno. No i ten... to chyba tyle ode mnie xd Miłego czytania :)

*     *     *

   Kolejny rok szkolny dobiegł końca. Minął w mgnieniu oka - Anneliese i Madeleine miały wrażenie, jakby ich pierwszy dzień w nowej szkole był wczoraj, a tutaj już kończyły pierwszą klasę jednego z publicznych liceów w Huntington Beach. O tegorocznych wakacjach dyskutowały już od pierwszego dnia w tej szkole, a więc miały dużo planów i zamierzały wszystkie z nich zrealizować - czyli przede wszystkim dużo odpoczywać, spać no i jeść, oczywiście.
   - Maddie! Maddie! Maaaad, zaczekaj, grubasie!
   Słysząc znajomy głos wykrzykujący jej imię, zatrzymała się i odwróciła. Z drugiego końca korytarza biegła niska, czerwonowłosa dziewczyna, co chwilę poprawiając spadającą z jej ramienia torbę. Madeleine zaśmiała się pod nosem, widząc, jak jej przyjaciółka z trudem przepycha się przez tłum rozentuzjazmowanych uczniów, w większości dużo wyższych od niej, i mierzy każdego, kto tylko stanie jej na drodze, złowrogim spojrzeniem, które jednak w jej wykonaniu nie było ani trochę groźne.
   - Jak na taką tłustą dupę to strasznie szybko chodzisz - sapnęła Anne, zatrzymując się obok niej.
   - Ja? Ja chodzę normalnie, to ty przez ten swój tłuszcz jesteś strasznie wolna - parsknęła śmiechem. Anneliese prychnęła, ale po chwili zaczęła się śmiać razem z nią.
   - No to jak? - wyszczerzyła się. - Gdzie idziemy się nawpierdalać? Do kawiarni na lody czy może jakieś fast-foody?
   - Na piwo chodźmy.
   - Dobra, ale ty stawiasz.
   - Jaasne - odparła ze śmiechem Madeleine. - Mój brat chyba robi jakiś melanż na rozpoczęcie wakacji tak w ogóle - dodała, patrząc znacząco na przyjaciółkę.
   - O, serio? - zainteresowała się Anne. Wyszły z zatłoczonej szkoły i skierowały się w stronę miasta. - A jesteśmy zaproszone?
   - Pewnie nie. Wiesz, jesteśmy za młode na takie rzeczy i te sprawy... Ale co to za problem dla nas? Wbijemy się tam bez problemu - wyszczerzyła się.
   - No i super, to początek wakacji mamy już zaplanowany. A teraz chodźmy na lody.

   Całe przedpołudnie spędziły na bezcelowym łażeniu po mieście. Jako cel obrały ich ulubioną kawiarnię, do której teoretycznie rzecz biorąc było blisko ze szkoły, ale poszły okrężną drogą. Co jakiś czas spotykały znajomych, którzy również wracali z zakończenia roku i tak jakoś wyszło, że do kawiarni doszły dopiero półtorej godziny później. Zajęły swój ulubiony stolik w samym kącie, skąd miały idealny widok na wszystko, co się działo dookoła, i zamówiły ogromne desery lodowe – czyli ich wakacyjna tradycja.
   Anne aż się zaświeciły oczy na widok całego pucharka lodów z owocami, bitą śmietaną i wafelkiem.
   - Omnomnom. – Maddie chwyciła plastikową łyżeczkę i zaczęła wręcz pochłaniać swój deser; Anneliese zrobiła to samo. To był zdecydowanie najlepszy sposób na uczczenie zakończenia roku szkolnego.
   - Jakie mamy plany na jutro? – zapytała w pewnym momencie Anne. Madeleine wzruszyła ramionami.
   - Nie mamy planów. Nigdy ich nie mamy.
   - To teraz miejmy.
   - No to możemy spać. Cały dzień.
   - A jedzenie? – zmarszczyła czoło.
   - To też.
   - A no to spoko – wyszczerzyła się. – Ejej, Maaad?
   - Taak? – spojrzała na nią.
   - Zróbmy coś szalonego – podsunęła, uśmiechając się znacząco. Madeleine przez chwilę milczała, a za chwilę jej usta wygięły się w szerokim uśmiechu. Podejrzanym uśmiechu, po którym Anne zawsze wiedziała, że planuje coś złego albo głupiego. Uniosła w górę brwi, domagając się wyjaśnień. Maddie zaśmiała się krótko, nabrała lodów na łyżeczkę, wygięła ją i wycelowała w przyjaciółkę. Zrobiła to tak szybko, że Anne nie zdążyła nawet zareagować.
   - Mad, idiotko! – pisnęła. – Trafiłaś mi w oko!
   Madeleine zaczęła się panicznie śmiać, widząc spływające po twarzy Anneliese lody, wraz z jej tuszem do rzęs. Czerwonowłosa wytarła szybko twarz serwetką i widząc zginającą się w pół ze śmiechu przyjaciółkę, zaczęła się także głośno śmiać. Jednak kiedy tylko w miarę się uspokoiły, pacnęła ją mocno w ramię.
   - Boże, ale ty jesteś głupia… - zaśmiała się Anne, kręcąc głową.
   - Ty też – wytknęła język.
   - Wiem.
   - To dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę.
   - No, też mnie to cieszy.
   - No widzisz.
   - No widzę. Ej! – wykrzyknęła nagle. – Przecież musimy dzisiaj z twoim bratem pogadać!
   - No wiem, spokojnie, on przecież nigdzie nie ucieknie. Idziemy już? – spytała.
   - Możemy. Gdzie teraz?
   Madeleine wzruszyła ramionami.
   - Masz jedzenie w domu? – zapytała Anne. Maddie kiwnęła twierdząco głową. – No to do ciebie – wyszczerzyła się.

   Przesiedziały u Madeleine całe popołudnie, czekając aż Lucas, jej starszy brat, wróci do domu. Kiedy tylko usłyszały odgłos silnika, zerwały się z kanapy w salonie i podbiegły do okna wychodzącego na podjazd, na którym zatrzymał się właśnie czarny mercedes. Widząc to, uśmiechnęły się do siebie i wróciły do salonu, rozsiadając się wygodnie na kanapie i przysłuchując się odgłosom kroków.
   - Cześć, dziewczyny – odparł Luke z uśmiechem, wchodząc do salonu. Rzucił kurtkę na oparcie fotela, po czym na nim usiadł. Dziewczyny nie spuszczały z niego wzroku. – Coś się stało? – spytał, marszcząc brwi. Madeleine uśmiechnęła się szeroko.
   - No bo wiesz… - zaczęła. Brat, tak samo jak Anneliese, doskonale znał ten wzrok. Wiedział już, że jego siostra ma do niego jakiś interes. Usiadł więc wygodniej i czekał, aż kontynuuje. Ta jednak milczała, uśmiechając się tylko. W końcu Anne trąciła ją ramieniem, patrząc na nią wyczekująco. – Słyszałyśmy, że robisz jakąś imprezę na rozpoczęcie wakacji…
   - Jakąś? – prychnął z oburzeniem. – To ma być największa i najlepsza impreza ze wszystkich, które do tej pory zorganizowałem!
   - No to właśnie – wyszczerzyła się. Lucas w jednej chwili wszystko zrozumiał. Zaśmiał się.
   - Chcecie, żebym was tam wkręcił?
   Oby dwie uśmiechnęły się szatańsko i pokiwały energicznie głowami.
   - O niee – pokręcił przecząco głową. – Nie ma mowy.
   Cały entuzjazm dziewczyn nagle zgasł. Popatrzyły po sobie ze smutkiem, mimo że spodziewały się czegoś takiego, a później przeniosły wzrok na Lucasa.
   - Ale dlaczego? – burknęła Maddie. – I dlaczego tak się cieszysz?
   Lucas uśmiechnął się jeszcze szerzej.
   - Bo bawi mnie to, że w tym wieku już tak was ciągle do imprez i alkoholu.
   - Mamy już siedemnaście lat… - jęknęła Anne.
   - Szesnaście. Rocznikowo się nie liczy. Nie jesteście jeszcze pełnoletnie, a więc musiałbym za was tam odpowiadać. A mi nie uśmiecha się łażenie krok w krok za wami, sorry.
   - No bez przesady, mówisz tak, jakbyśmy my były w ogólnie nieodpowiedzialne i miały jakoś strasznie upić…
   - A nie zamierzacie? – uniósł jedną brew w górę. – Siostra, znam was i wasze akcje też, zwłaszcza po alkoholu i to małej ilości, a co dopiero na takiej imprezie, gdzie alkohol będzie się przelewał litrami – zaśmiał się. – Więc na pewno zrobicie coś głupiego i będzie wszystko na mnie, bo ja właśnie muszę dopilnować, żeby was tam nie było. Nawet nie próbujcie mnie przekonać, bo od razu uprzedzam, że to nic nie da – wzruszył ramionami.
   - Nie to nie, spędzimy ten czas lepiej niż na jakiejś twojej głupiej imprezie – prychnęła i spojrzała znacząco na Anne, mrugając do niej. – A tak poza tym to ty w moim wieku robiłeś o wiele gorsze rzeczy, więc wiesz…
   - Ale ja to…
   - Co innego? Bo jesteś chłopakiem? – prychnęła Madeleine. – No dobra, już nieważne. Nie to nie – skrzywiła się, wytykając język. Razem z Anneliese wiedziały, że i tak się tam dostaną. Z pomocą brata byłoby łatwiej, ale bez niego nie jest to niemożliwe. Jedynie nie mogły dopuścić do tego, żeby Luke się skapnął, co planują – reszta nie będzie żadnym problemem. W końcu były wakacje, trzeba było je jak najlepiej rozpocząć.